:::when you were young you were the king of carrot flowers :::







 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Dwa tygodnie mi zostały. Przesiedzę je na ogródkach, z kawą albo piwem i ewentualnie książką na egzamin magisterski. I jak zwykle w takich wypadkach, sama.
Niestety, choćbym nie wiem jak się starała i stawała na głowie, częstując otoczenie czułymi gestami i uśmiechami, to nie sprawię, żeby ludzie którzy nigdy zbyt wiele wspólnego ze mną nie mieli, nagle zorganizowali mi leaving party i odprawili na Wyspę z niedoleczonym kacem. Marzenie ściętej głowy (chociaż kac akurat nie). Ludzi do których zamierzam napisać maila zbiorczego z Anglii, jak już tylko sobie wszystko w miarę uporządkuję, jest żałośnie mało. Tak sobie mówię, że może to i dobrze, bo autentycznie nie mam za kim/czym tęsknić, więc aklimatyzacja trudna nie będzie.
No, w każdym razie chciałabym kiedyś z uśmiechem oświadczyć, że sorry, ale ja dziś wychodzę z dziewczynami na miasto, a ty sobie możesz oglądać telewizję aż do zdrętwienia tyłka.
Tak w ogóle, to pewnie miałabym więcej koleżanek gdyby nie fakt, że nie trzeba mi robić sesji terapeutycznych z powodu toksycznego związku. A facet o dziwo jest odpowiedzialny (w miarę) i od czasu do czasu podejmuje męskie decyzje, no i nie ma kosztownych hobby. Gotuje nieźle, bez gadania sprząta klatkę królikowi, odkurza, pierze i wynosi śmieci. No i nie mieszka na drugim końcu miasta, bo spotkań dwa razy w tygodniu i odhaczania jaki jest bilans godzin namiętności na tydzień bym nie zniosła. Tak samo jak faceta, który nikomu nie pozwala dotykać swojego sprzętu grającego i ma obsesję na punkcie alfabetycznego ułożenia płyt.
Nie chcę się wymądrzać i nawoływać do porzucenia mieszkań panieńskich albo studenckich i natychmiastowego stworzenia dwuosobowej komuny z ukochanym, bo to sprawa indywidualna, ale jeśli jest chęć i szansa, to czemu nie. Może mam szczęście po prostu, ale ani jednej rozmowy o liniach demarkacyjnych vel zabieraniu wolności nie odbyłam. Ale może to dlatego, że nie mam pedantycznej natury.

Przeglądałam wczoraj Aktivista i jakoś źle się poczułam. W sensie, nie do końca tą kulturę całą rozumiem. Po eksplozji karty dźwiękowej straciłam zupełnie zainteresowanie muzyką (może wypadałoby raczej wymienić kartę, chociaż teraz to większego sensu nie ma), filmy lubię coraz bardziej mierne, tyle że street fashion mnie w miarę jeszcze obchodzi. Ja się tak czasem głupio boję chodzić w modne miejsca, że niby spodnie pewnie nie takie, bluzka złej firmy, metka ucięta, bo gryzła, albo że coś w ogóle z moim stylem nie tak. W każdym razie Aktivist sprawił, że poczułam się mała, głupia i pruderyjna - teraz może być tylko lepiej.

Poza tym przeraża mnie Keira Knightley, bo ma dopiero 21 lat, i fakt, że ludzie urodzeni w latach dziewięćdziesiątych już uprawiają seks.
skomentuj (10)

Nie zmieniłam towarzystwa, Szekspir współczesny litościwie pozwolił mi ukończyć ostatni rozdział opus magnum, natomiast dwa poprzednie czekają na uwspółcześnienie. W lipcu zdobędę wytęskniony tytuł naukowy i najprawdopodobniej nie spowoduje to we mnie jakiejś głębszej przemiany.

Mam dość ludzi, tak przy okazji. Nie znoszę tych wszystkich zapytań o postępy nad pracą. Nie znoszę, kiedy ktoś, kto właśnie "dostał" pracę w Wyższej Szkole Europejskiej, mówi mi, że raczej widzi mnie pracującą w sklepie zoologicznym niż w prywatnej szkole - i co najgorsze, mówi to tak obrzydliwie życzliwym tonem, na melodię pogoni za marzeniami i odnajdywania siebie. Tak, na pewno odnajdę się sprzątając klatkę szynszyli. Nie, przecież jestem za głupia na prowadzenie kursu Creative Writing, bo nie byłam na wymianie w jakimś podrzędnym angielskim koledżu. Nie znoszę też, kiedy ktoś snuje się za mną do "moich" miejsc i "moich" ludzi tylko po to, żeby poćwiczyć angielski. I jeszcze w Anglii zwala się nam na głowę, bo musi podkarmić swoją drobnomieszczańską ciekawość.

Nie znoszę też beznadziejnych spotkań pracowych, na których dziewczyny trują mi, jak to poważną decyzję podejmuję itede itepe i pytają, czy się nie boję, tak jakby je to w najmniejszym stopniu obchodziło. Wolałabym iść z nimi na pizzę i pogadać o modzie na przykład. Naprawdę czuję namacalną zazdrość, tylko że nie bardzo wiem o co. Może o tego księcia na białym koniu.

W międzyczasie zdążyłam zagrać Hamleta w młynie na Podgórzu. Te najbardziej zapajęczone zdjęcia na flickr to właśnie ten zajefajny i offowy młyn, przy czym połowa trupy po pierwszym dniu prób zaczęła narzekać na pylicę i artretyzm. Przedstawienie też było zajefajne, trwało pięć i pół godziny, czyli więcej niż "Hamlet" Kennetha Branagha. Ja musiałam biegać po scenie (z worków foliowych), pluć na publiczność, palić cygaro i ogólnie dużo się miotać. Zdjęcia sflickruję jak tylko będę mieć czas.

Dla wszystkich zainteresowanych zdjęciami:

FLICKR

Bede mieszkac w bardzo ladnym miescie i niczym sie nie stresowac, nawet jesli sily wyzsze zmusza mnie do pracy na poczcie, w sklepie z wloczkami albo piekarni.

Co do mobbingu, nikt nie jest na to skazany, ale smutne, ze paskudztwo dopadlo nawet tak malo ambitny biznes jak szkoly jezyka angielskiego. I zmuszanie ludzi do pracy o 7 rano (poprzez wydzwanianie o 5 i milusie wiazki przeklenstw na przyklad) jest na porzadku dziennym. Bycie na kazde wezwanie "uczniow" ktorzy nawet nie racza pofatygowac sie na lekcje o 7:30, 22:05 i tak dalej, wysluchiwanie pretensji kretyna o zniechecanie poczatkujacych do dalszej nauki (zrezygnowali, bo nie odpowiadala im metoda a nie ja), co miesiac strach o to, czy pieniadze w OGOLE beda na czas i czy przypadkiem nie dostaniesz polowy tego co ci sie nalezy "za kare" (np. za 5-minutowe spoznienie sie na lekcje, bo tramwaj na Hute po prostu utknal w korku). Denerwuje mnie takie ubieranie sie w piorka wladzy absolutnej i kreowanie terroru w miejscu, ktore powinno przyciagac bezstresowa mila atmosfera. Na odchodne dostalam 500 zlotych mniej niz powinnam (za kare, choc umowa nic takiego nie przewidywala) i ojcowskie pouczenie, zebym nie gryzla reki ktora mnie karmi. Yeah. To tyle na ten temat. O Biedronce przynajmniej zrobili program.

Wiecej o Albionie napisze po powrocie do polskich znakow, ale poki co jedna refleksja - proby umycia wlosow przy osobnych kurkach sa frustrujace. Skutkuje wkladanie glowy do umywalki albo uzywanie wiaderka w wannie. Z tym, ze klimat sprzyja rzadszemu myciu, chemicznego uzasadnienia jeszcze nie odkrylam.

To teraz jestem molem akademickim co się zowie. Nawet mnie już ochroniarze w Jagiellonce poznają z daleka, a jeden nawet wylazł za mną na dziedziniec, ale przed nim uciekłam.
Głębszych przemyśleń na temat mody i życia towarzyskiego raczej nie udało mi się wygenerować, artystycznie też mizernie poza zgłębieniem fascynującego dzieła filmowego pt. Miasteczko Twin Peaks.
Czasami, gdy czytam różne blogi damskie, mam wrażenie, że to są jakieś zlepki myśli cudzych, pożyczonych z Cosmo, jakby takie pseudopsychologiczne i pseudoprofesjonalne gadanie się nieuleczalnie rzucało na mózg. Takie nachalne komunikowanie światu, jakie to jesteśmy silne i nowoczesne, zwalczamy mobbing i znamy swoje miejsce w życiu. Tak na sto pięć procent (vide: rób to, co kochasz i do czego jesteś stworzona).
Nie wiem, może to kwestia mojego niepozbierania i ogólnego chaosu w planowaniu życia (w końcu nie zostałam lekarzem ani plastykiem, a bardzo chciałam i pracowałam ku temu latami - widocznie nie było mi pisane i już, kij w oko motywacji). Znałam kiedyś takie "czołgi", co już od pierwszej klasy liceum walczyły o miejsca na farmacji i medycynie. Były kompletnie niestrawne społecznie i co najgorsze, wcale się tą chemią jakoś szczególnie nie fascynowały.
Zresztą, przeczytanie biblii Photoshopa raczej nie uczyni ze mnie czarodzieja grafiki komputerowej. Rzemieślnika też raczej nie. Hobby i koniec. Szkoda, że nie umiem w siebie wierzyć i przeć do przodu, tylko zawsze wrzucam to, co lubię robić, do worka z amatorszczyzną, bo mi wstyd, że nie jestem dość dobra.
Nieważne.
Przynajmniej zaczęłam podróżować, i to nie z biur turystycznych. Do Rumunii też jadę on my own, chyba że uda mi się przekonać jakąś żądną przygód jednostkę.
A w jesieni może Islandia, w planach też St.Petersburg i Rzym.

No i tatuaż sobie robię, żeby nie przyjęli mnie do pracy w szkole państwowej i żebym dłużej była młoda oraz fajna.